Reprezentacja Szwajcarii na dużych turniejach – miano czarnego konia

Gdy mówi się o najlepszych drużynach piłki nożnej, nie wymienia się reprezentacji Szwajcarii – ale czy słusznie? Oto analiza zespołu Helwetów!
Reprezentacja Szwajcarii w piłce nożnej – jak wypadła w kwalifikacjach?
Reprezentacja Szwajcarii nosi także pseudonim „Nati” – od niemieckiego Nationalmannschaft lub francuskiego Equipe Nationale. Oba te języki funkcjonują bowiem na różnych szczeblach tego alpejskiego kraju. Choć góry kojarzą się bardziej ze sportami zimowymi, w historii występów na ostatnich turniejach finałowych mistrzostw świata czy mistrzostw Europy nie brakuje właśnie Szwajcarii. Od 2006 roku występuje na wszystkich mundialach i tylko raz nie zameldowała się w etapie fazy pucharowej. Jak będzie na kolejnym czempionacie, pierwszym turnieju mistrzostw świata w piłce nożnej mężczyzn, który zostanie zorganizowany przez trzy kraje gospodarzy: Stany Zjednoczone, Meksyk oraz Kanadę?
Na razie wiadomo, jak w drodze do tych trzech państw Ameryki Północnej poradziła sobie reprezentacja Szwajcarii. „Czerwoni Krzyżowcy” – jak również się ich nazywa z racji charakterystycznej flagi z białym krzyżem – w eliminacjach do mistrzostw świata 2026 nie przegrali w swojej grupie żadnego meczu. Udział w MŚ 2026 Szwajcaria zapewniła sobie poprzez bezpośredni awans. W kwalifikacjach jej rywalizacja odbywała się w grupie B, czyli tej, gdzie mierzyły się cztery drużyny. Po losowaniu okazało się, że szwajcarscy kibice obejrzą mecze z Kosowem, Słowenią oraz Szwecją. Bilety na mecze we wszystkich miastach sprzedawały się dobrze i na stadionach nie brakowało sympatyków „Nati”.
W eliminacyjnej fazie grupowej Szwajcaria rozpoczęła od mocnego uderzenia. Zmierzyła się z jedną z najmłodszych reprezentacji narodowych, czyli Kosowem, wygrywając z nim u siebie aż 4:0. Gole strzelały doskonale znane postaci – dwupak zanotował Breel Embolo, a po jednym golu Silvan Widmer oraz Manuel Akanji. Mecz ten prowadził polski sędzia Szymon Marciniak. Kilka dni później Szwajcaria dostąpiła kolejnego zwycięstwa, gdzie łączna liczba bramek w pierwszej połowie (i całe 90 minut zarazem) ze Słowenią wyniosła trzy – znowu Embolo, ale też Nico Elvedi i Dan Ndoye. Po raz pierwszy wyjazd Helweci zaliczyli w październiku – mecze były rozgrywane w Szwecji i Słowenii. Najpierw było zwycięstwo 2:0 w Skandynawii (Granit Xhaka i Johan Manzambi) i później pierwsze niewygrane spotkanie – bezbramkowy remis.
Najwięcej bramek w meczu reprezentacji Szwajcarii padło w listopadowym spotkaniu ze Szwedami, gdy „Nati” wygrali 4:1 (Embolo, Xhaka, Ndoye, Manzambi). Wówczas pierwszy raz w stronę ich bramki poleciał strzał, który wpadł do siatki w eliminacjach! W ostatnim meczu Szwajcaria zremisowała w Kosowie 1:1 (gol Rubena Vargasa), zabezpieczając miano zwycięzcy w stawce. A jako że wygrany każdej grupy gwarantował sobie udział w zmaganiach mistrzostw świata bez konieczności gry w barażach – bilet do USA, Meksyku i Kanady wywalczyła także Szwajcaria. Droga reprezentacji spod alpejskich szczytów nie była więc najtrudniejsza – ale skuteczna gra nie była dziełem przypadku czy słabej konkurencji.
Miano wiecznego czarnego konia
Od wielu bowiem lat Szwajcaria jest postrzegana jako zespół, który ma szansę stać się niespodzianką i potrafi poskromić gigantów. Było tak również w poprzednim formacie mistrzostw świata, gdzie w czterech z pięciu poprzednich przypadków Helweci docierali do 1/8 finału, dopiero wtedy na dobre przegrywając. Na MŚ 2022 zostali wtedy rozbici przez Portugalię 1:6, ale za to na Euro 2024 wyeliminowali Włochów, a na Euro 2020 – Francję, w obu przypadkach kończąc udział na ćwierćfinałach. Nie są to może najlepsze wyniki w skali świata piłki nożnej, lecz na papierze zespół, którego związek piłkarski powstał jeszcze w XIX wieku, wcale nie posiada gigantycznego potencjału. O co więc z nim chodzi?
To, co rzuca się w oczy w Szwajcarii, to wysoki poziom wyrównania składu. Nie ma tam takich gwiazd, jak Robert Lewandowski w Polsce, Chwicza Kwaracchelia w Gruzji, Alexander Isak w Szwecji, Alphonso Davies w Kanadzie czy Erling Haaland w Norwegii. Wielu zawodników występuje jednak w solidnych, „pucharowych” zespołach i odgrywa tam swoje role. Nie bez znaczenia jest także fakt, że Szwajcarzy znakomicie sprawdzają się w niemieckiej Bundeslidze. To silna liga za ich miedzą, a jako że większość Szwajcarów mówi po niemiecku – nie ma bariery kulturowej podczas przeprowadzki. Analogicznie, w części kantonów obowiązuje język francuski, więc i do Ligue 1 można spokojnie trafić, a też Serie A nie jest im obca. Szwajcaria jest otoczona znakomitymi kierunkami dla ich piłkarzy.
W wyrównanej kadrze wyróżniają się jednak liderzy. Od lat należy tutaj mówić o takich graczach, jak Granit Xhaka, Yann Sommer, Manuel Akanji, Ricardo Rodriguez czy Breel Embolo. Do niedawna był jeszcze słynny Xherdan Shaqiri. To pokolenie, które posiadało świetne charaktery i przewodziło zespołowi. Co też rzuca się w oczy, to że niemal każdy z tych – i nie tylko tych – piłkarzy ma jakieś pozaszwajcarskie pochodzenie. Od dekad kraj ten opiera się bowiem na tzw. gastarbeiterach, czyli pracownikach sprowadzonych z zagranicy. Ci osiedlali się pod Alpami, zakładali rodziny, a ich dzieci przyjmowały obywatelstwo szwajcarskie, w tymże kraju się również wychowując. No i potem trafiali do reprezentacji.


